Rodzeństwo w obliczu śmierci cz.1 - Historia prawdziwa - Post Gościnny

Wielu z nas ma rodzeństwo. Ja również mam siostrę, brata i każdy z nas jest skrajnie inny. Jedyne co nas łączy to więzy krwi i ten sam ból w obliczu tragedii. Wtedy wszystkie różnice przestają istnieć, ból rozbraja nas na chwilę ze wszystkich naleciałości jakie nabywamy latami naszego życia.

Wszystkie nasze talenty, przyzwyczajenia, cechy charakteru, powielane zwyczaje, które do tej pory nas różniły, stają jak wryte w obliczu bezsilności i sytuacji, której nie da się odwrócić, czasu, którego nie da się cofnąć. Przychodzi moment prawdy. 

Śmierć bliskiej osoby - sytuacja, w której dopuszczamy do głosu serce, schodzimy na ziemię i wreszcie zaczyna liczyć się człowiek. Nagle opada kurtyna iluzji potrzeb, za którymi podążamy...


Każdy z nas ma rodzeństwo, brata, siostrę. Jedni troszczą się o nas aż nadto, dla innych istniejemy tylko na zdjęciach. Skrajność pogania skrajność.  Ci co mają rodzeństwo mało kiedy to doceniają. Ci, którzy tracą brata, siostrę lub są jedynakami, mają szansę stać się rodzeństwem dla całkiem obcej osoby.

Rodzeństwo to cudowna szansa na akceptację różnic i chwila prawdy o nas samych.

Różnic wynikających z cech charakteru, przeżyć, warunków, w których dojrzewamy, ludzi, którymi się otaczamy. Mimo, że otoczenie może być takie samo dla każdego z nas, to każdy chłonie i dostrzega całkiem inne elementy życia. Podąża za innymi pragnieniami, ludźmi, opowiada się za całkiem innymi poglądami.

Dlaczego tak się dzieje? Bo każdy człowiek rodzi się inny i chwila, w której przychodzi na świat jest inna. Nasi rodzice też nigdy nie są tacy sami. Czas i doświadczenia życiowe nas zmieniają.

Opowiem Ci historię pewnego rodzeństwa, które kochało w milczeniu i nienawidziło w działaniu. Rodzeństwo, które wzrastało w tym samym domu mając za przykład dwoje rodziców. Rodziców, którzy z czasem zmieniali się, dźwigając bagaż doświadczeń minionych lat. Rodzeństwo, które bardzo się kochało, jednak coś zmieniło ich stosunek do siebie i życia. 

Z chwilą narodzin nie było w ich sercach bólu, nie wiedzieli co to zazdrość, zawiść i złość. Niewinne istoty, które przyszły na świat, by wychowywać się w przepięknej wsi, otoczonej łonem natury. Wśród zwierząt domowych, pól i lasów, traw i cudownie czystego powietrza. W domu, w którym niczego im nie brakowało: świeżo wypiekany chleb, mleko prosto od krowy, masło i śmietana samodzielnie wyrabiane. Jaja prosto z kurzych grzęd, mięso od zdrowo chowanej trzody i drobiu, warzywa i owoce z pobliskich pól.

Można by rzec - raj na Ziemi z dala od miejskiego zgiełku, smogu spalin.. Chwile radości dla rodziców: narodziny, chrzest, bierzmowanie, komunia święta, ślub a wszystko wyprawione jak dla książąt. 

Ojciec rodziny - człowiek, który odnalazł pasję w prowadzeniu gospodarstwa rolnego. Zasłużony rolnik, otaczający opieką każde nowo narodzone zwierzę, każdy ar ziemi, na której wzrastały przebogate plony. Nie przejmował się jak wygląda jego chata, ważne, że miała dach nad głową, izby do mieszkania, wodę do mycia i ogrzewanie na zimowe dni. Tylko tyle mu wystarczało do szczęścia, które chciał zaszczepić swoim dzieciom. 

Nie potrzebował mieszkać w pałacu, marmurowych schodów, czy złotych klamek. Prosty, pracowity człowiek o czystych intencjach, który budował bogactwo natury ciężką pracą własnych rąk, licząc na to, że przyjdzie dzień, w którym jego dzieci przejmą cały trud i poprowadzą gospodarstwo na wyższe poziomy wzrostu.

Tak się jednak nigdy nie stało, dlaczego? Ciąg dalszy wkrótce! Autorka Artykułu: Anna Nowak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój wpis!