Złość rodziców na dziecko cz.2

Jedna z mam napisała słusznie, że rodzice boją się własnej złości. Wstydzą się jej, zaprzeczają, często tłumią, żeby potem wybuchnąć krzykiem, zrobić awanturę. Dlaczego tak to wygląda w naszym życiu? O tym możesz przeczytać w poprzednim artykule. Dziś zajmiemy się tym, jak poradzić sobie ze złością na dziecko.

Wielu rodziców podzieliło się ze mną tym, jak oni sobie radzą ze złością w praktyce. Stworzyliśmy cały arsenał sposobów na złość! :) Znajdziesz je w komentarzach pod artykułami. 

A jak to jest u Ciebie? Nie martw się... To że czujesz czasem złość nie oznacza, że jesteś złym rodzicem. Większość z nas odczuwa złość za każdym razem, gdy coś nie idzie po naszej myśli. A jej nasilenie jest różne.


Abyśmy sobie lepiej radzili ze złością, musimy przede wszystkim wiedzieć i pamiętać o kilku bardzo ważnych rzeczach:


  • Po pierwsze, że uczucia stanowią istotny składnik życia i nawet złość nie jest czymś patologicznym czy niebezpiecznym.
  • To sposób jej wyrażania może być trudny do przyjęcia lub zagrażać bezpieczeństwu naszych bliskich, w tym dzieci.
  • Po drugie, złość tak jak inne uczucia jest przemijająca – przychodzi i odchodzi. Samo uczucie, które się pojawia, nie zostawia żadnej szkody.
  • Szkodliwe może być pojmowanie jej jako coś złego i walka z nią oraz tłumienie za wszelką cenę. Bo kluczem do zniknięcia złości, jest jej akceptacja. 
Złość potrafi dać się nam we znaki, jak wiele innych emocji i to zarówno, gdy sami ją przeżywamy, jak i gdy jesteśmy obiektami złości innych. Trzeba jednak pamiętać, że złość i zdenerwowanie w stosunku do dziecka są naturalne. 

Nie ma takich rodziców, którzy od czasu do czasu nie mieliby negatywnych odczuć w stosunku do swojego dziecka. Mit dobrych, nadzwyczaj cierpliwych, tylko kochających rodziców, utrudnia bardzo radzenie sobie ze złością, bo myślimy, że coś jest z nami nie tak. Że skoro się złościmy na nasze dziecko, to jesteśmy złymi rodzicami. To sprawia, że zaprzeczamy złości. Tymczasem Jeśli przyznamy się do uczucia złości - łatwiej możemy stawić jej czoła. 

Zaakceptowane uczucia, nawet intensywne negatywne emocje, takie jak np. złość, gniew, nienawiść, znikają niezwykle szybko. Może trudno Ci uwierzyć w niemal magiczną moc akceptacji, ale rodzice którzy to stosują, potwierdzają jej działanie. Można się też o tym przekonać na własnej skórze podczas warsztatów "Kiedy Mały lub Duży Czuje Złość" czy e-kursu o złości.


Czasem jednak pojawia się trudność, ponieważ niejednokrotnie zostaliśmy wychowani w rodzinach, gdzie nie było ani zgody, ani akceptacji na wyrażanie uczuć. Gdzie nie wypadało, a nawet było karane wyrażanie emocji. Właśnie dlatego później w taki sam sposób podchodzimy do emocji, uczuć (zwłaszcza negatywnych) u własnych dzieci.

Wielu rodziców zdaje sobie z tego sprawę, tak jak mama w pozostawionym komentarzu: >>Mnie się wydaje, że ogólnie dorośli zapominają o tym, jak to było, kiedy byli dziećmi. Jak czuli się, kiedy byli karceni przez dorosłych, kiedy ich małe serduszka wypełniały się wielkim żalem i uczuciem doznanej niesprawiedliwości...<<

Tajemnica sukcesu mieści się w dwóch krokach: 

1. Najpierw trzeba dostrzec to, że czuję złość i umieć się do tego przyznać.



Kiedy uda nam się zaakceptować złość w sobie, przyjrzyjmy się jej. Już ten moment zawahania sprawi, że jej intensywność osłabnie. 

2. Następnym krokiem jest zadanie sobie pytania o przyczynę. Zamiast mówić dziecku, tylko to, że czujesz złość, powiedz o tej przyczynie. 

Tak jak opisała to w komentarzu jedna z mam:  
>>Ja zawsze mówię otwarcie mojej córce " mama się zdenerwowała bo.." a kiedy Ona jest zła mówię jej, że ze złością można sobie poradzić tupiąc albo skacząc, wtedy ten stan mija ;)<<

Bardzo często, to nie zachowanie dziecka jest przyczyną naszej złości, ale inne rzeczy, na przykład fakt, że się spóźnisz do pracy. I warto umieć to odróżnić.

Na podsumowanie dodam bardzo dobry przykład takiej sytuacji również z komentarza: Myślę, że najczęściej złościmy się z pośpiechu. Nie tylko wtedy, gdy faktycznie goni nas konkretna godzina. Żyjemy w świecie myśli, plan goni plan (...) W tym wszystkim, często nie odczytujemy sygnałów ostrzegawczych wysyłanych przez dziecko, sami też często nie zdążymy takowych wysłać. A potem wkurzamy się, ze dziecko staje okoniem, ze wariant operacyjny pod ktyptonimem "na skróty" nie działa.

Zastosuj te wskazówki i napisz w komentarzu jak Ci poszło! :) A w następnym artykule 17 sposobów na odreagowanie złości.

10 komentarzy:

  1. złość?? irytacja?? bardzo często!! właściwie to od kilku tygodni codziennie zmagam się z własnymi emocjami (idą 3 ząbki i mały jest okropny)- w krytycznym momencie najczęściej zostawiam synka w łóżeczku na parę minut i wychodzę do pokoju obok- muszę dać sobie czas na wyciszenie, dwa głębsze wdechy i powrót "ze świeżą" siłą na pole walki :)
    Dla mnie większym problemem jest to, że nie wiem JAK się zachować w momencie kiedy dziecko dostaje spazmów bo czegoś chce(mowa oczywiście o zachciankach)
    Ignorować? zmęczenie i rutyna powodują, że nie jestem w stanie spojrzeć "trzeźwo" na całą sytuację.

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę powiedzieć, że na początku byłam chyba złą matka :( Nie dość, że rozpieszczałam swojego synka pod wieloma względami (zabawki, słodycze itp.) to jeszcze często traciłam nerwy i okazywałam to swojemu dziecku poprzez klapsa czy podniesienie głosu.
    Zrozumiałam swój błąd stopniowo widząc jak mój synek zmienia się w małego choleryka, jak rzuca przedmiotami, jak wyładowauje swoją złość bijąc mnie.
    Postanowiłam, że zmienię swoje zachowanie i na szczęście mi się udaje, nie oszukuję ani siebie ani dziecka swoim zachowaniem, zmieniłam poprostu swoje postępowanie względem małego człowieka który jest moim synkiem. Czasami podniosę jednak na niego głos, klapsy już nie goszczą u nas w domu, choć nie jestem zwolennikiem bezstresowego wychowywania.
    Najczęściej tracę cierpliwość w chwilach, gdy muszę małego o coś prosić po kilkanaście razy, ale wtedy dostaję wyrzutów sumienia, Damainek jest bardzo wrażliwym małym chłopcem i zaraz układa buźke w podkówkę, nie płacze, ale jest mu poprostu smutno, wtedy go przytulam i tłumaczę, że nie chciałam na niego krzyczeć, ale to i tamto trzeba wykonać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze robisz :) Ja mam dwie córki. Jak pierwsza była malutka często zdarzało mi się złościć. Złości za wiele było w domu. Ona zaczęła brać ze mnie przykład I tak naprawdę nikomu to nie wyszło na dobre, w domu panowała częto nerwowa atmosfera. Nauczyłam się nie krzyczeć, krzyk zastępuję konsekwencją w kryzysowych momentach. Młodsza córka jest o wiele spokojniejsza. Dom się wyciszył, zrobiło się weselej. Zawsze szukam sposobu by je zachęcić żeby zrobiły to,co chcę zamiast na nie krzyczeć, ponieważ chcę, zazwyczaj go znajduję. Krzyk stał się dla mnie oznaką słabości, nie radzenia sobie z wychowaniem dzieci, podobnie jak klaps. Bardzo rzadko krzyczę w porównaniu do tego co było 5lat temu. Zastąpiłam też krzyk innymi emocjami, częściej się uśmiecham I bawię, żartuję z mojimi dziećmi. Dzieci wyczuwają emocje I atmosferę w domu. Myślę że to wszystko ma wpływ na ich zachowanie I czy z chęcią czy z niechęcią będą wykonywały pewne zadania. Na pewno chętniej posłuchają tej uśmiechniętej mamy niż tej nadmuchanej I wrzeszczącej, prawda?

      Usuń
  3. No cóż, jestem nisamowicie cierpliwą osobą, zwłaszcza wobec mojego synka, choć i on jest cudownie kochany (choć moze sądzę tak, bo jestem właśnie cierpliwa), ale czasem po prostu nic mi nie idzie, ale jestem po prostu wyczerpana, bo pracuję do bardzo późna, a synek śpi do 5-5.30 rano... więc spię maks 5 godzin w nocy :( Tak wiec czasem sięwkurzę wreszcie z byle powodu, zazwyczaj po prostu wstaję i wychodzę do drugiego pokoju, żeby się uspokoić, potem wracam do synka, przytulam go i mówię, że się zdenerwowałam, bo jestem zmęczona... a on kochany tym siętak bardzo przejmuje i mnie mocno przytula. Kiedy on się denerwuje to mu pozwalam na złość. To przecież nic złego, a jak mu mija wreszcie to go przytulam i próbujemy zrobić na pryzkład jeszcze raz to przez co się zdenerwował (przechodzi własnie etap "ja sam" ale nie wszystko mu chce oczywiście od razu wyjść).

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem pedagogiem, z wykszałcenia i z zawodu oraz najprawdziwszym przykładem na to, że najgorzej z wychowaniem radzą sobie właśnie pedagodzy. W pracy - oaza spokoju, przez osiem godzin, nigdy nie dam się ponieść, w domu - szatan nie matka, moje dziecko wyprowadza mnie z równowagi w ciągu dosłownie 30 sekund. Teorię znam, gorzej z wybuchową praktyką.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super sprawa, wszystko fajnie tylko ja czegoś nie rozumiem. Jak , pytam, można złościć się np na niemowlaka że idą mu ząbki lub płacze? To tak jakbym złościła się że pada deszcz a ja chciałam słońca. Mnie się wydaje ,że trzeba sobie postawić podstawowe pytanie, czy jesteśmy gotowi na przyjęcie i wychowanie dziecka. Tak samo byłoby np z psem. Czy mając psa złościmy się,że linieje i zostawia sierść? A na dziecko gdy płacze bo jest malutkie i nie umie sobie poradzić z emocjami już niestety tak. Może jestem dziwna, ale na moje córki ( malutkie) nie złościłam się . Niestety, nastolatka to też dziecko , ale z POGLĄDAMI. Teraz jest dopiero ciężko, a nie wtedy gdy odpadały ręce od noszenia całą noc, bo tylko wtedy nie płakała. Wszystkim rodzicom maluchów, życzę pogody ducha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie zupelnie mam 3 dzieci i przy takich do roku albo i dluzej kazde z nich bylo chuchane i dmuchane a kazdy placz byl uspokajany i nigdy nie bylo w tym zlosci bo maluch mi placze potem trzeba bylo ustalic granice i przywileje i teraz krzycze czasem zeby dotrzec do 3 rozbieganych dzieciakow ale zlosc z powodu zabkow czy placzu niemowlaka ? Nie znam tego uczucia i mlody wiek czy inne tlumaczenia nie maja tu nic do tego 29 lat i dzieci w wieku 8 6 i 2 latk a takze reszcie zycze powodzenia

      Usuń
    2. Każdy ma prawo do swojego sposobu odczuwania danej sytuacji. Wiele Mam czuje złość na małe dziecko z powodu zmęczenia i na pewno wypowiedź w rodzaju: "coś chyba z tobą jest nie tak", w niczym nie pomoże. Mile widziane są wspierające komentarze w takiej sytuacji. Krytyka, brak współczucia i zrozumienia nic nie wnosi. Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Nie zgadniemy, w jaki sposób będziemy reagować na płacz naszego dziecka, zanim się na nie zdecydujemy. Możemy reagować spokojnie, jak anioły, a może się okazać, że ciągły, nieustający jęk, trwający przez kilkanaście dni bez przerwy, ciągłe złe samopoczucie, niedospanie i brak wsparcia zewnętrznego (bo na ten przykład ojciec dziecka pracuje na nocnej zmianie, a babcie mieszkają na dwóch różnych końcach Polski) może zwyczajnie wykończyć. Rodzice też są ludźmi i też mają prawo być wykończeni. Lepiej w takiej sytuacji uświadomić sobie tę złość, frustrację i zmęczenie zawczasu, niż tłumić ją (i przez to wzmacniać) wyrzucając sobie od potworów, bo się wściekam na ząbkujące dziecko.

      Usuń
  6. Niestety jeśli dziecko jęczy i płacze cały dzien, to najczęściej pęka nam głowa i sie złościmy, o te odgłosy a nie o to że rosną zęby. Do osoby powyżej - czy masz dzieci? Bo nie zawsze to co sobie zakłądalismy i obiecywaliśmy zanim dziecko sie pojawiło, sprawdza sie w praktyce. a na ząbkowanie polecam środki przeciwbólowe!
    Ja się rzadko denerwuje i złoszczę, i moje dzieci są pogodne i szczesliwe, każdy sie dziwi ze to tak towarzyskie dzieciaki.

    Mam znajomą która ma 3 dzieci rok po roku często znieczulała sie koniakiem, nie alkoholiczka, tylko po prostu lekko ją to rozluźnialo w podbramkowych sytuacjach :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój wpis!