Po co Twojemu dziecku inteligencja emocjonalna?

Wciąż na nowo zauważam jak ważne są w życiu emocje. Przychodzą do mnie na warsztaty różni rodzice: i wykształceni, i oczytani, i tacy, którzy często mają poukładane w głowie, jak ogólnie mówiąc, wychowywać dziecko w poszanowaniu jego godności - a jednak prawie wszyscy mają trudności z nazywaniem emocji. To sprawia, że pomimo swojej wiedzy, konsekwencji i opanowania, nie potrafią się porozumieć ze swoimi dziećmi. 

Są okoliczności, w których trudność w określeniu "co czuję" dotyczy każdego, i Ciebie i mnie. Jak wtedy, gdy wydarza się zbyt wiele na raz i czujemy w głowie zamęt. Jednak na co dzień, w różnych sytuacjach z dziećmi, nie powinno to stanowić problemu. 

Dzieje się tak, gdy nie przywiązujemy do tego zbyt dużej wagi i nie ćwiczymy tej umiejętności. A przecież umiejętność radzenia sobie z własnymi emocjami jest podstawą powodzenia w życiu i dziś już chyba wiedzą to wszyscy. Pilnie ćwiczymy naukę czytania i pisania, a zapominamy o elementarzu emocji... Co zrobić, żeby to zmienić?


Dostrzeganie uczuć i panowanie nad nimi to inteligencja emocjonalna. Co jeszcze oznacza? 

Dawniej mówiono, że ktoś nią obdarzony posiada mądrość życiową. To osoba, która potrafi porozumieć się z ludźmi, żyć z nimi w zgodzie, podejmować słuszne decyzje, panować nad sobą... 

Dobrze by było, gdyby dziecko mogło te cechy obserwować u rodziców i nauczyć się tego od nich. Uczymy się od naszych rodziców od samego początku. Pierwsze lekcje to przytulanie, czuły głos, uśmiech, głaskanie... 

Wielu rodziców nie wie, że myślenie i mowa też są kształtowane przez więzi emocjonalne, choć każdy chyba słyszał, że kochane i akceptowane dzieci rozwijają się lepiej. A to przecież to samo. :) 

Na tym jednak najczęściej nasza edukacja emocjonalna się kończy. A to, jak pokazuje życie, za mało by odnieść sukces, być szcześliwym, a czasem przeżyć. Zaraz wyjaśnię dlaczego.

"Kto nie potrafi rozpoznać własnych uczuć, jest zdany na ich łaskę i niełaskę" - Goleman. 

To są słowa, których prawdy doświadczamy na co dzień, a ja mam na to szczególnie dużo przykładów od uczestników kursu o złości i każdych właściwie warsztatów.
 
Kiedy masz trudność z rozpoznawaniem i nazywaniem emocji u siebie, to pojawia się ona również w odczytywaniu ich u dziecka. Jak je wobec tego zrozumieć, kiedy często nie wiesz jak ono się czuje i o co może mu chodzić? Bez Twojego przykładu, dziecko również nie nauczy się, jak je nazywać.

Czy to naprawdę jest aż tak ważne? 


Świadczą o tym łatwe do sprawdzenia fakty, takie jak np. trudności adaptacyjne przysłowiowych „intelektualistów”, czy nieumiejętność „sprzedania” własnych, czasem bardzo wysokich kwalifikacji. Nie zawsze idą one w parze z komunikatywnością oraz umiejętnością nawiązywania pozytywnych kontaktów międzyludzkich.

Daniel Goleman, w książce "Inteligencja emocjonalna" przytacza wiele dowodów na to, że o powodzeniu w większym stopniu decydują emocje niż intelekt. Wyniki wieloletnich badań również pokazują, że liczy się raczej umiejętność przystosowania do sytuacji niż szybkość dokonywania operacji myślowych. 


Od najmłodszych lat nasze dzieci bywają w różnych sytuacjach społecznych: w piaskownicy, w przedszkolu, na urodzinach. Sytuacjach dotyczących relacji, związków i współdziałania z innymi ludźmi. Potem z taki sytuacjami spotykają się w szkole, na koloniach, spotkaniach rodzinnych (np. w święta), na studiach, a potem w pracy. I to, na ile potrafią się przystosować, jak się zachowują, decyduje o tym, jak są postrzegane i jak się w związku z tym czują. 

Właśnie z takimi sytuacjami, w tak zwanym normalnym życiu, mamy do czynienia najczęściej.

Są też sytuacje ekstremalne, w których przystosowanie się, zapanowanie nad emocjami, stają się kwestią życia i śmierci. Dzieje się tak podczas wypadku i w innych niebezpiecznych okolicznościach. 

Coraz częściej latamy samolotami. W katastrofie lotniczej (podobnie z resztą jak podczas powodzi) o szczęśliwym przetrwaniu do czasu nadejścia pomocy, decyduje właśnie umiejętność poradzenia sobie z własnymi, negatywnymi emocjami. To ona pozwala w dostatecznym stopniu zadbać o siebie samego i zachować potrzebną miarę optymizmu. Ci, którymi zawładnął nadmierny stres, tracą zdolność zadbania o siebie w tych warunkach i niejednokrotnie życie.


Na marginesie...

Bliższe obserwacje pokazują, że także cała współczesna patologia społeczna – nadużywanie alkoholu, narkotyków, przestępczość, itd. – wyrasta z pierwotnych trudności w radzeniu sobie z emocjami.

I rzeczywiście zgodnie z tym, terapeutyczne postępowanie w powyższych przypadkach, polega własnie na żmudnej nauce pokonywania tych emocjonalnych trudności. Może nie identyfikujecie sie z tym problemem, więc przejdźmy do szkoły.

Dokładnie to samo źródło mają trudności i niepowodzenia szkolne naszych dzieci. W większości przypadków to nie intelekt, a właśnie emocje (stosunek do nauki, nauczycieli, kolegów i siebie samego) wymagają uporządkowania, aby można było na powrót zacząć radzić sobie z nauką.

To właśnie negatywne emocje w pierwszej kolejności skłaniają ludzi, w tym także dzieci, do sięgania po substancje psychoaktywne (alkohol, narkotyki, papierosy, środki uspokajające, używki), bo one zmieniają nastrój na lepszy, rozluźniają, uspokajają. 


A rozluźnienia i uspokojenia potrzebuje ktoś, kto jest napięty i niespokojny. Gdyby umiał sobie poradzić ze swoim napięciem czy niepokojem, nie musiałby sięgać po środki chemiczne, albo:
- unikać niektórych ludzi, 
- wagarować, 
- porzucać rozpoczęte działania, 
- szukać azylu w grupach nieformalnych.

Dlatego tak ważne jest, aby radzić sobie z emocjami przynajmniej na tyle dobrze, żeby nie było konieczności znieczulania ich w sztuczny sposób truciznami lub uciekając z trudnych sytuacji. Co przecież pociąga za sobą ogromne koszty. 

Jakie koszty? 

Zarówno dzieciństwo jak i dorosłość stawia nas w wielu trudnych sytuacjach. Taką sytuacją może być zarówno klasówka jak i poszukiwanie pracy, życiowego partnera, zdanie egzaminu, wykonanie ważnego zadania lub załatwienie sprawy, od której zależą dalsze osobiste losy.

Ci, którzy potrafią poradzić sobie z negatywnymi emocjami, osiągną cel i sukces. Kto nie potrafi, będzie zaliczał kolejne klęski i niepowodzenia, a wiele atrakcyjnych okazji będzie go omijać, albo mówiąc bardziej precyzyjnie: on będzie je omijał.

Kiedy zatem i w jaki sposób nabywać umiejętności radzenia sobie z emocjami, jeśli nie w procesie wychowania? Aby Ci w tym pomóc przygotowuję specjalne warsztaty na ten temat, dla rodziców z dziećmi, pod tytułem "Mądrość Serca". Jeśli mieszkasz w Krakowie lub okolicy, to możesz zdecydować w jakich godzinach będą się odbywały tutaj: Warsztaty inteligencji emocjonalnej "Mądrość Serca" dla rodziców wraz z dziećmi

5 komentarzy:

  1. Szkoda, że nie mieszkam w Krakowie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam. Bardzo jestem za, jeśli chodzi o to, że trzeba dzieci uczyć jak nasze emocje się nazywają. Sama tego nie wiedziałam dopóki zaczęłam chodzic do psychoterapeuty i on mnie tego nauczył, i powiem że zdaje to egzamin. Synek Igor przychodzi ze szkoły (chodzi do kl 1) i mówi np. wiesz mamuś, dziś byłem zły na Kacpra czy na Konrada, bo wyśmiewają się ze słabszych. Albo miał napady złości ale mówi o tym, że nie może się uspokoić bo jest zły, czy przyjdzie i powie mamuś KOCHAM CIĘ już długo Ci tego nie mówiłem.... To jest piękne. Potrafię z nim o uczuciach rozmawiać choć nie zawsze... Bo on czasami mówi, że czuje się tak dziwnie... Nie wie jak ma to opisać i ja pytam, ale nie zawsze mi się udaje go rozgryźć. Miał lęki że nie chce umierać...to było straszne ale zasięgnęliśmy porady psychologa szkolnego, to szybko nam pomogło w tym, i już wiemy jak postępować. Nie wiem dlaczego inni nie chcą takich porad, przecież o wiele łatwiej się żyje. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A dla tych których nie stać na takie warsztaty gdzie znajdę informacje na zawarte tam tematy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd wniosek, że nie stać, kiedy nie ma ceny? Jest wiele książek na ten temat, np. Daniela Golemana "Inteligencja Emocjonalna" czy Jeanne Segal "Jak pogłębić inteligencję emocjonalną". Warto poświęcić troszkę czasu i poszukać w księgarni czy internecie.

      Usuń
  4. Nie jest niestety łatwo byc rodzicem nastolatkow w dzisiejszych czasach...tak bardzo sie ciesze że poznałam panią i pani bloga ...bo zapewne wiele jest mam, które czują sie bardzo samotne w tym życiowym powolaniu. a wiedząc że jest ktos tak dobry i cieply jak pani, która potrafi dzielic sie swoim doswiadczeniami i wiadomosciami w tak naturalny i przyjazny sposob... pozwala przynajmniej mnie, czuć sie mniej niezdarna w tej misji...szkoda tylko ze mieszkam w Warszawie bo chetnie skorzystałabym z pani spotkań ....chociaż kto wie...Pozdrawiam bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój wpis!